Brazylijska aktorka, Catharina Conte, pisze o tym, że w 2021 roku została imigrantką, która musiała wrócić do miejsca urodzenia i swoich barbarzyńskich nierówności podczas pandemii, a także o swoich nadziejach na dźwięki nie tylko angielskich akcentów RP na wielkich londyńskich scenach.

„Wszyscy najlepsi aktorzy są w Wielkiej Brytanii”, powiedziałby mój ojciec. Szekspir, pierwszy świat, wielokulturowość,jakość życia, bezpieczeństwo, przestrzeń do marzeń-to dla mnie Wielka Brytania.

„Pierwszy świat” wydawał się być innym wymiarem z niewidzialnym porządkiem w architekturze wszystkiego, niczym choreograficzny Walc. Kraje rozwijające się wyglądają bardziej jak test oporu: ostatni stojący wygrywa.

Pochodzę z Brazylii, kraju, w którym nierówność wzmacnia barbarzyńskie warunki życia w populacji. Kultura jest zredukowana do prawie nic z powodu braku inwestycji. Wtedy do władzy dochodzi neofaszysta i rozumiem, że czas skorzystać z mojego przywileju i … uciec.

W Wielkiej Brytanii słowa w moich ustach tańczyły do choreografii, której moje ciało wciąż nie było świadome. Między serwowaniem stołów w południowym Londynie, byciem protekcjonalnym, przetrwaniem nękania ze strony klientów i współpracowników-„kocham Brazylijki” – płaceniem czynszu na czas i nie wydaniem reszty pieniędzy na kufle, starałem się być aktorem.

Latynoamerykański aktor.

UPS, biały aktor latynoamerykański

Nie jesteś biały.

Wiem.

Nie jestem również tak zepchnięta na margines, jak kobiety z Afryki i Azji. Mam ładny czerwony paszport z Włoch, który zapewnia, że mogę zostać jeszcze kilka lat i gwarantuje, że nie potraktujesz mnie tak źle, jak wtedy, gdy kobieta w hidżabie siedziała obok mnie w autobusie. Nadal będziesz mnie traktował jak kawałek niewykształconego mięsa i chodzący Fetysz, ponieważ w końcu mój język ojczysty ma własny taniec i nie wiesz, jak śmiem poruszać się tak swobodnie.

Po kilku odrzuceniach dostałam rolę w serialu prowadzonym przez kobiety (!), all-migrant (!!) Kompania, zainteresowana prowadzeniem teatru destrukcyjnego (!!!). Teatr LegalAliens dał mi szansę i umieścił na scenie, kiedy dołączyłem do obsady filmu CLOSED LANDS, który zadebiutował na Vault Festival 2020. Artykuł był o migracji i znalazłem przestrzeń, w której byłem ceniony-i celebrowany! – jako artysta. Jednocześnie dołączyłam do grona młodych reżyserów w StoneCrabs Theatre.

Debiut na londyńskiej scenie naśmiewanie się z Donalda Trumpa (w sztuce zrobiłem jego tanią imitację) i przybliżanie istotnych kwestii było spełnieniem marzenia. Tym razem siedziałam na balkonie mojego mieszkania w Greenwich, patrząc na wiewiórki i myśląc, że życie jest naprawdę całkiem dobre.

Potem stało się COVID.

Każde pożegnanie jest spotkaniem z nieznanym. Obawiając się, że nie znajdę sposobu na pozostanie w Wielkiej Brytanii podczas izolacji, wróciłem do domu do Brazylii. Kiedy wrócę? Naprawdę? Wróciłem do łona, aby doświadczyć tortur identycznych dni. Jak dziecko, zostałem w środku, wsłuchując się w odgłosy nierówności i zaniedbania ludobójczego prezydenta, płacząc i kopając na krańcu mojego świata i myśląc: kiedy się narodzę na nowo?

Czy w obliczu prawie 130 tys. zgonów nadal ma sens bycie artystą? Czy tworzenie sztuki w tym nowym świecie ma sens? Starałem się nie zwariować.

Zaproszenie Becki McFadden i Lary Parmiani do udziału w cyfrowym projekcie Things I Am Not przyszło w odpowiednim momencie. Cykl podcastów składał się z dziesięciu monologów artystów z dziesięciu krajów, którzy mieszkali w Wielkiej Brytanii i przeprowadziłem z nimi wywiad na Instagramie live. Słyszałem artystów z Korei, Iranu, Izraela, Włoch, Zambii, Libanu, Grecji… odkryłem, że we wszystkich ich opowieściach jest kawałek mnie i że choć każda trajektoria ma swoją specyfikę, to jednak coś nas jednoczy: poczucie pewnej nieadekwatności. A może to tylko moje odbicie na nich.

Niektórzy z nas są bardziej uciskani niż inni, a każdy imigrant wyjeżdża z jakiegoś powodu. Nie wszyscy migrują samolotami, a dla niektórych migracja nie jest wyborem. To jest przetrwanie.

Kiedy się poruszamy, musimy zrobić miejsce na narodziny nowej jaźni. Znalezienie przestrzeni wsparcia i zrozumienia w tym nowym Narodzeniu jest niezbędne do przetrwania. Wynikająca z tego kwestia jest nieunikniona:

„Kim byłbym, gdybym został?”

Historie migrantów, z którymi rozmawiałem, były powiewem połączenia ze światem.

Uratowali mnie wiele razy w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Za kilka miesięcy wrócę do Londynu. Który mnie przyjmie?

Londyn, którego poznałem, czy ten, który jeszcze nie istnieje?

Znajdę UK po Brexicie, środowisko, w którym świadczenie opieki jest coraz rzadsze, w świecie, w którym COVID-19 pogrążył ponad dziesięć milionów ludzi w ubóstwie.
Ale nie zrezygnowałem z opowiadania historii. Wierzę bardziej niż kiedykolwiek, że historie ratują życie.

Uratowali moje.

Jakie historie warto teraz opowiadać? Czy warto opowiadać historie, które nie są Wielokulturowe?

Jeden z reżyserów powiedział mi kiedyś, że w latach 90.rzadko słuchano w teatrze różnych akcentów. RP była obowiązkowa, a akcenty z różnych regionów Wielkiej Brytanii nie były uznawane. Zmieniło się to w ostatnich latach, a dziś widzimy nieco większą różnorodność brytyjskich akcentów w teatrze.

Marzę, że pewnego dnia ja i mój akcent pojawimy się na scenie Teatru Narodowego. Będę słuchał akcentów latynoskich, azjatyckich i europejskich. W drodze powrotnej spotkam Wschodzącego aktora-emigranta i powiem jej: „Czy wiesz, że za moich czasów nie było umiędzynarodowienia na tej scenie?”Mam nadzieję zobaczyć w jej oczach niewinność kogoś, kto już spotkał inny świat. Londyn dał mi przestrzeń do marzeń, a teraz mam.

Dodaj komentarz